Kiedy pojawia się strach

 

Marzymy… Mamy wiele takich marzeń, och! Kto nie lubi pogrążyć się w tych naszych cudownych myślach? W ten sposób siejemy ziarenko tego, co może stać się dojrzałe. Tak właśnie narodziła się nasza podróż dookoła świata. Tytuł może być wymowny, ale chciałam Wam napisać prawdę o tym, jak to jest, gdy podejmie się taką decyzję.

 

Robi się to małymi krokami, począwszy od zakupu kampera, następnie urządzania go na swój styl. Pierwsza podróż gdzieś w Polsce (kocham Podlasie) i w Europie, aby sprawdzić, czy człowiek się do tego nadaje. Choć chyba taniej byłoby wynająć i sprawdzić, a nie jak w naszym przypadku. No cóż, człowiek się nakręca i zrobi, zanim pomyśli. Przygotowuje firmę do samodzielnego funkcjonowania. Wszystkie powyższe sprawy załatwione, jesteś pewny, że to dla Ciebie. Jest trzy miesiące przed terminem tej wielkiej dwuletniej przygody. Szukasz transportu przez ocean dla auta. Rozczarowujesz się, jakie to generuje koszty, ale nie ważne, warto!

 

W trakcie tych trzech miesięcy wewnętrznie człowiek ma potrzebę żegnania się z najbliższymi. Organizujesz wyjazdy, odwiedzasz ich częściej, i te chwile trwają naprawdę długo. Składasz wypowiedzenie w pracy. Mentalnie przygotowujesz również dziecko przed tą wielką wyprawą. W tym miejscu zaczynasz czuć coś nieoswojonego. Serce jest takie jakby z gąbki, emocje dają swoje, ponieważ zaczynasz czuć strach, ale i ekscytację. Dziwne uczucie… Dzień wyjazdu! Wszyscy płaczą. Cała rodzinka Twoja, z którą spędziłeś ostatnie dni przed wyjazdem. Natomiast, jak już zatrzaśniesz drzwi, mija to. Ahoj przygodo. Zwiedzasz Europę, Maroko, i czujesz się jak w domu, bo jesteś tak naprawdę rzut beretem od Polski.

 

Prawdziwy strach przychodzi, jak siedzisz w samolocie w kierunku drugiej półkuli i wiesz, że już nie wrócisz. Tak też się stało. Strach przejął kontrolę, powodując, że byliśmy nieufni, baliśmy się, a że na pierwszy rzut wylądowaliśmy w Urugwaju zimą, gdzie kempingowanie nie jest w modzie i nie ma kempingów, trzeba było spać na dziko. To spotęgowało ten cały strach. Jednak teraz wiemy, że to normalne i przemija, a wszystkie „rady”, które dostaje się przed wyjazdem, które zaganiają Cię w kozi róg, lądują zwyczajnie do mentalnej spalarni śmieci.